niedziela, 29 maja 2022

Rozdział 6

 

[...] albowiem niepewność jest najstraszliwszą ze wszystkich tortur.
— Aleksander Dumas, Hrabia Monte Christo


Sakura nie mogła oderwać wzroku od zamkniętych drzwi gospody, w której przed chwilą zdawała się ujrzeć znajomą sylwetkę chłopaka. Nie mieściło się w jej głowie, że przed chwilą stała naprzeciw Sasuke, a on wcale nie był zaskoczony jej widokiem. Zdezorientowała rozglądała się na boki, by ostatecznie wyrwać się z tego snu.
— Musimy się zbierać dalej — usłyszała ponury głos Itachiego i zaczęła rozglądać się na około. Rozpalony wcześniej ogień dogasał, a ona sama leżała na zielonej trawie, przykryta charakterystyczną peleryną z czerwoną chmurą.
Była zaskoczona swym snem i przetarła zaspane oczy. Wprawdzie dysponowała ograniczonym wachlarzem ekspresji lecz nie przypuszczała, że po tylu miesiącach znów przyśni jej się Sasuke.
Z jednej strony była rozdrażniona, z drugiej miała dziwne poczucie, że ten sen nie był przypadkowy. Była pełna sprzeczności i targały nią wątpliwości. Nigdy nie wierzyła w znaczenie snów, dlatego postanowiła szybko o nim zapomnieć. Spakowała prowiant do torby i podążyła za Kisame, pozostawiając Itachiego w tyle. Do Doliny Rzek dzieliło ich jeszcze kilkadziesiąt kilometrów drogi, więc zaplanowali następny postój w miasteczku oddalonym o kilkanaście mil. Po chwili Itachi dogonił ją i wyprzedził, nakazując przyśpieszyć tempa.
Obserwowała jego ruchy. Był zwinny niczym kot i drapieżny niczym puma. Hebanowe włosy powiewały na wietrze, długie i lśniące. Skóra Itachiego miała blady odcień kości słoniowej. Sakura zastanawiała się, jak to możliwe, że z Sasuke, są prawie identyczni.
Czując przykre uczucie w sercu, aż przeklęła w myślach z frustracji i brutalnie przerwała rozmyślanie o braciach. To dopiero było głupie posunięcie. Już dawno nie czuła takiego zawodu. Jak mogła o nich myśleć? Przecież powinna skupić się na zadaniu, które przydzielił im przywódca. 
Westchnęła i spojrzała na zmieniające się otoczenie. Przekroczyli granicę Kraju Ognia i znaleźli się niedaleko Kraju Rzeki. Dolina Rzeki była jej stolicą i tam mieli do wykonania ważne zadanie.
Sakura próbowała zignorować rozczarowanie faktem, że Itachi od wyjścia z jego pokoju, nie odzywał się zbyt często. Właściwie nawet nie powinna mieć mu tego za złe. W końcu nie poszanowała jego prywatności.
— Powinniśmy się pośpieszyć — mruknął Itachi, spoglądając na niewielki kieszonkowy zegarek.
— Nigdy nie byłeś taki niecierpliwy — dodał Kisame, puszczając oczko do Sakury.
— Najlepiej zacząć po zmierzchu nasze zadanie. Będzie wtedy najłatwiej.
— Jak chcesz, kapitanie Uchiha — Kisame zwolnił tempa, zrównując się z Sakurą. — Chyba coś go ugryzło. Zazwyczaj działa ostrożnie.
— Wszystko słyszę Kisame.
— I bardzo dobrze. Mógłbyś wreszcie przestać zachowywać się jak dupek.
Tamtej nocy szaleństwo wyzierało z każdego kąta. Stali na niewielkim wzgórzu, przyglądając się murom okalającym miasto. Dostrzegli kilka latarni i dużą grupę strażników.
— Powtórz jeszcze raz, to w czym się specjalizujesz? — zapytał Kisame, stając obok kunoichi.
— Jestem medykiem — odpowiedziała. — Chociaż potrafię też skutecznie walczyć na bliskim dystansie. Specjalizuję się w podaniu trucizny i szybkim pozbawianiu innych czakry.
— Pierwszy ruszę na wroga — wtrącił Itachi, spoglądając na towarzyszy, a jego ciemne tęczówki zastąpił świecący sharningan. Chociaż był całkowicie inny niż dotychczas Sakura widziała. — Mam najlepsze do tego predyspozycję.
— A co z nami?
— Będziecie czekać na mój znak Kisame. Rozumiemy się?
Pytanie skierował do patrzącej na niego z zapytaniem Sakury. Nie mogła pojąć dlaczego Uchiha tak bardzo chciał pierwszy zacząć? Co prawda zadanie było bardzo skomplikowane i poległo na wyeliminowaniu obecnie rządzącego pana feudalnego. Jednak Dolina Rzek była rozległym miasteczkiem, a na każdym rogu stało po kilku strażników.
Czekając dłuższy czas na znak od Itachiego, Sakura obserwowała mieszkających w Dolinie Rzeki ludzi. Ze swoich obserwacji ustaliła, że można ich podzielić na dwa typy ludzi: tych, którzy musieli tutaj zostać i tych, którzy byli zbyt głupi, aby wyjechać. Kisame siedział na gałęzi, oparty o gruby konar. W ustach miał zapalonego papierosa, a jego miecz Samehada spoczywała obok. Patrząc na niego, Sakura zastanawiała się, dlaczego porzucił swoją wioskę i co było tego powodem? Nie wyglądał na spokojnego i poznawszy go trochę, wiedziała, że musiał coś przeskrobać.
— Dlaczego tak mnie obserwujesz? — zapytał, dopalając papierosa.
— Zastanawiam się, dlaczego odszedłeś ze swojej wioski?
— Wy konoszańskie dzieci nie macie pojęcia o świecie i jego brutalności — zaczął wyrzucając niedopałek na dół.
— Kiedyś już to gdzieś słyszałam — odpowiedziała i spojrzała w dal. Wspomnienia mostu w Kraju Fal wracały i Sakura poczuła dziwne uczucie nostalgii.
— Powinniście się cieszyć, że u was możecie normalnie uczęszczać razem do akademii, uczyć się i przyjaźnić. Wiesz, jak nazywają moją osadę?
— Wioską Krwawej Mgły?
— Widzę, że odrobiłaś zadanie domowe — zaśmiał się, ukazując rząd białych, ostrych zębów. Małe, granatowe oczka, obserwowały ją z intensywnością. — Byłem maszyną do zabijania. Nie wiem, kiedy zagubiłem sam siebie. Jako kapitan Sekretnej Drużyny Wywiadu, robiłem to, co musiałem. Zabijałem, aż w końcu nie wiedziałem, kim dokładnie jestem. Wtedy właśnie odszedłem.
Sakura doskonale zdawała sobie sprawę, że nie powinna żałować Hoshigakiego. W końcu poznała go na tyle, że wiedziała, iż sam nie potrzebował litości. Był dorosłym, troszkę zwariowanym i brutalnym shinobi. Ale nawet ninja potrafi mieć uczucia.
— Itachi — przerwał cisze Kisame, wskazując na migające w oddali światło jednego z domów.
Poderwali się i wyruszyli wzdłuż bocznej drogi. Zauważyli pokonanych strażników, których Uchiha uwięził w genjustu. Sakura minęła ich ostrożnie i przeskoczyła przez obronny mur, zaraz za Kisame. Po obu stronach uliczek stały niewielkie domki, zapewne uboższych mieszkańców stolicy. Gdzieniegdzie widzieli kaflowe piece, w innych futony i drewniane stoły. Nic się nie zmieniło, odkąd powstała ta kraina. Minęli zaułek, który nazywał się Bawełnianym, ponieważ na samym jego końcu minęli plantacje bawełny. Z ostrożnością przeskakiwali z dachu na dach, ukrywając się, za wystającymi palami. Ciemność nocy pozwalała im na bezpieczne dołączenie do Itachiego, który znajdował się w ostatnim ze stojących tutaj domów. Pokonali osiem przecznic i przy dziewiątej weszli do środka. Itachi stał oparty o ścianę, a przed jego nogami leżało dwóch strażników, również złapanych w świat iluzji.
Nie zwrócił na nich uwagi, kiedy towarzysze weszli do izby. Usłyszeli męski głos, który wkradł się do środka. Kisame szybko dobył miecz i przeciął wpół potężnie zbudowanego kolejnego strażnika. Popatrzył z uśmiechem na Sakurę, by następnie skierować się schodami na górę.
— Pan feudalny zamieszkuje tamten pałac — powiedział ze spokojem Itachi, wchodząc schodkami na górę. — Sprawdziłem, na każdym piętrze znajduje się dziesięciu strażników. Na ostatnim piętrze, przy sypialni pana feudalnego jest ich dwa razy więcej.
— Więc mamy do pokonania około pięćdziesięciu pięciu strażników? Masz jakiś plan?
— Sakura zakradnie się do sypialni — wypowiedział spoglądając na kunoichi. — Podasz mu doustnie truciznę, którą ostatnio przygotowałaś.
Sakura spojrzała na niego z niedowierzaniem. Skąd wiedział, że stworzyła swoją autorską truciznę?
Jeszcze jej nie wypróbowałam...
Będziesz miała okazję sprawdzić. Musi wyglądać, jakby zmarł w śnie.
Sakura obserwowała Itachiego, kiedy wyglądał na miasteczko przez niewielkie okno. Nie rozumiała swoich uczuć, ani tym bardziej jego postępowania, lecz musiała skupić się na zadaniu.
— Trzeba przed północą zakraść się do zamku — ton Itachiego wciąż był surowy, chociaż mogłaby Sakura przysiąc, że shinobi jest zmęczony nadużywaniem sharingana. — Myślę, że najpóźniej za dwie godziny będą wiedzieć, że ktoś wkroczył do miasta.
— O ile już nie wiedzą — odparł Kisame i usiadł na starym, spróchniałym krześle.
— Miejmy nadzieję, że nie.
Prawie nie rozmawiali, kiedy oczekiwali na mrok. Itachi obserwował, jak Sakura pochyla się nad wysłużonym, skórzanym notesem, w którym miała wszystkie notatki. W skupieniu studiowała wszystkie zapiski, wertując kartki spojrzeniem.
Kisame kończył dopalać kolejnego papierosa, wyrzucając go za okno. Nikt nie odkrył jeszcze ich kryjówki, lecz było to tylko kwestią czasu.
Sakura nie wiedziała, co powiedzieć, a Itachiemu najwyraźniej pasowała ta wszechogarniająca cisza. Pozwolił jej przestudiować notatki, za co była mu wdzięczna. Skupiając się na powierzonym jej zadaniu, mogła zapomnieć o niepokojącym śnie i uspokoić tętno.
Trucizna była stworzona z kilku trujących owoców kwiatu laosa. Był to piękny kwiat, rosnący na peryferiach Konohy, nieopodal terenu rodu Uchiha. Sakura domyśliła się, że Itachi musiał wiedzieć, co wchodzi w skład przygotowywanej trucizny, ponieważ bacznie obserwował dłonie, gdy sięgała po kilka owoców. Spojrzenie czarnych tęczówek paliło ręce, jednak nie mogła okazać swojego rozkojarzenia. Mała bezbarwna fiolka, zaczęła zapełniać się sokiem z wyciśniętych owoców laosa, przybierając fioletową barwę. Sakura dodała jeszcze trzy krople oleju ryżowego i dwie wyciągu z anyżu.
— Gotowe — wyszeptała, zamykając fiolkę i obracając w dłoni.
— Miejmy nadzieje, że nie będzie zostawiało śladu — odparł gorzko Itachi, nie odrywając wzroku od fiolki.
— Nie powinno.
— Chyba już wiedzą, że ktoś wdarł się do miasta — rzekł Kisame, wskazując na migoczące punkty, którymi byli strażnicy.
— Trzeba zacząć działać.
Itachi podniósł się i zakomunikował, że pierwszy ruszy w stronę posiadłości. On w tej drużynie odpowiadał za ułożenie planu i przyjmował rolę dowódcy. Niechętnie Sakura na to przystała, ponieważ Kisame powiedział, że Uchiha nigdy go nie zawiódł. Więc kunoichi musiała im zaufać.

*

Wspólny wróg jednoczy ludzi.
Sasuke napotkał charakterystyczną czuprynę nieopodal wodospadu. Mężczyzna siedział na wielkim pieniu drzewa, mierząc go srogim spojrzeniem.
— Spóźniłeś się — powiedział ponuro, spoglądając na kieszonkowy zegarek.
— Jakie masz dla mnie informacje?
— Udali się na południe, do Krainy Rzek — Sasuke obserwował jak mężczyzna niecierpliwie porusza długimi palcami.
— Czego tam szukają?
— Nie znam szczegółów, lecz to musi być jakaś bardziej skomplikowana misja.
Sasuke zmrużył groźnie oczy, obserwując wspólnika. Wciąż nie był pewny, czy ufać wyciągniętym od niego informacjom. W końcu był kryminalistą i zbiegiem, oszustem i krętaczem.
— Jak z naszą umową?
— Dostaniesz tego co pragniesz — odpowiedział szorstko, dobywając miecza.
— Jaką mam pewność?
— Orochimaru planuje rytuał na ostatni dzień października przyszłego roku. Jego ciało może tego nie wytrzymać, więc to jest najlepsza okazja, by się go pozbyć, raz na zawsze.
— Wiedziałem, że z tobą mogę ubić dobry interes.
— Nie powinieneś się tak spoufalać. Ostatecznie mogę cię zabić szybciej niż Orochimaru.
— Wątpię — mężczyzna zaśmiał się groteskowo, spoglądając na młodszego z braci Uchiha. — Za bardzo zależy ci na zemście. Wiem jakie to uczucie. Zżera od środka, co Sasuke?
Uchiha stał niewzruszony, wciąż mierząc partnera wzrokiem czarnych tęczówek. Mężczyzna dostrzegł w nim coś niepokojącego i mrocznego, jednak postanowił pójść na ustępstwo i podjąć współpracę.
— Ona jest z nim w grupie — powiedział z żalem i skierował się w stronę północy. Sasuke zmarszczył brwi, jakby zastanawiając się, po co mu to powiedział? Przecież wcale nie pytał. — Doprawdy nie wiem, jak mogłeś pozwolić jej zostać?
— Nie potrzebuję irytujących dziewuch przy sobie.
— Myślę, że stanowczo jej nie doceniasz.
Odszedł, pozostawiając Sasuke samego przy wodospadzie. Uchiha beznamiętnie spoglądał jeszcze w białą pianę, powodowaną przez gwałtowne spotkanie strumienia z kamieniami. Ostatecznie poddał się i powrócił do kryjówki.

*

Spadała. Bezwładnie koziołkowała w powietrzu, aby mocno uderzyć głową o marmurową posadzkę. Czuła się kolejny raz słaba i nie potrafiła się zatrzymać.
— Sakura!
W ostatniej chwili pochwyciła dłoń Itachiego, unikając bolesnego upadku. Starali się wydostać z miasteczka, kiedy natknęli się na patrol policji Doliny Rzek. Uścisk dłoni miał silny i wprawny. Gdyby Sakura już nie przeżyła z nim kilku miesięcy, mogłoby jej się wydawać, że zawsze ratuje kobiety w opałach.
— Powinnaś bardziej uważać — skarcił ją i puścił, kiedy upewnił się, że stoją na płaskiej powierzchni ostatniego z dachów.
Kisame przyglądał się im z nieukrywanym rozbawieniem, a następnie postanowili, że czas wracać. Sakura załatwiła robotę, podając truciznę panu feudalnemu. Teraz zależało im, by jak najszybciej opuścić terytorium zleceniodawcy.
— Powinniśmy jak najszybciej wrócić do kryjówki — zarządził Itachi, kiedy przeskoczyli mur obronny. — Nie zostawiłaś po sobie żadnych śladów?
Pokiwała twierdząco głową i poprawiła ochraniacz shinobi. Przekreślony symbol liścia połyskiwał w świetle księżyca i przez moment Sakura stwierdziła, że widziała jak Uchiha patrzy na niego z tęsknotą.
Czyżby chciał wrócić do wioski?
Po minięciu granicy, Sakura myślała, że nastał spokój po burzy. Zmęczone biegiem mięśnie szczypały niemiłosiernie, a oddech miała przyśpieszony, kiedy wreszcie przystanęli. Razem z Itachim ustaliła, że wszystko wróci do normy, w momencie przekroczenia ostatniej prostej, a potem przeskoczą rzekę i odpoczną w Kraju Ognia. Chociaż wiedzieli, że zegar odmierza czas, a im dłużej byli nieobecni, nie mogli nic więcej zrobić.
— Chyba ich zgubiliśmy — rzekł Kisame, pochylając się i z trudem łapiąc powietrze.
— Chyba tak — odparł Uchiha, a Sakura przyglądała się, jak osuwa swe ciało i zapiera o konar. Popatrzył na nią czarnymi oczami, podnosząc brew, jakby chciał o coś zapytać, lecz jak zawsze pozostawił po sobie obojętną ciszę.
Itachi poderwał się szybko, w napadzie aktywując sharingan. Wzrokiem patrolował okolicę i zdawał się być zaniepokojony.
— Najemnicy? — zapytał Kisame. Sakura wiedziała, że nie ominie ich walka, więc zaczęła kumulować czakrę w dłoniach. Nim zdążyła policzyć do trzech, odwróciła się i dłonią przecięła drewnianą pałkę nunczako. Zielonym oczom ukazał się rosły shinobi, wyglądem przypominającego Might Guy'a. Lecz nie był to jōnin Wioski Liścia, a raczej jego tania podróbka. Z całą pewnością Krzaczasty Mistrz nie dałby się podejść jej dłoniom czakry.
Odskoczyła od chłopaka, który w ręku wciąż trzymał broń. Napierał na nią z determinacją, lecz zwinnymi ruchami zdołała robić uniki. Dzięki naukom Tsunade, nie tylko opanowała medyczne ninjutsu, a także wiele przydatnych na froncie uników. Kobiecy organizm był na tyle wytrenowany, że niczym drapieżny kot, wyginał swoje plecy, stawał na rękach i gimnastyczną kombinacją przeniósł się na drzewo.
— Zabieramy cię do wioski, Sakura - san!
Ten głos sprawił, że ocknęła się i nim zorientowała, dostrzegła charakterystyczne krzaczaste brwi. Przed nią w całej swej okazałości stał Rock Lee, kolega z Konohy, chłopiec, który był w niej desperacko zakochany.
— Odejdź Lee — odezwała się ponuro. — Nie chcę zrobić ci krzywdę.
— Nie wrócę bez ciebie! Okryłbym się hańbą!
— Nie będę powtarzać — Sakura krzyknęła, chcąc uniknąć bezsensownej walki. Zmrużyła niebezpiecznie oczy, dostrzegając w tle walczących towarzyszy.
Kisame mierzył się z drobną Ten Ten i Sakura bardzo współczuła dziewczynie. Hoshigaki górował nad kobietą, przypierając ją do muru. Samehada odbijała każdą jej broń, a częstując się czakrą, pozbawiała powoli przytomności.
Z dala dobiegł ich odgłos walki użytkowników rodowych dōjutsu. Chociaż nigdy nie widziała tak skupionego Nejiego, Itachi także przeważał w swej bitwie. Zielona kamizelka na ciele użytkownika byakugana, była pokrwawiona od wcześniejszych ran powstałych na skutek zetknięcia z shurikenami.
— Sakura - san! — usłyszała raz jeszcze błagalny głos Lee.
— Grzecznie prosiłam, shannaro — warknęła i z całym impetem uderzyła pięścią w podłoże. Powstała szczelina, do której wpadł Lee, a z nim jego towarzysze. Sakura spojrzała na Itachiego, który pokiwał głową i razem z Kisame popędzili w kierunku kryjówki.
Od tego momentu Sakura wiedziała, że Konoha nie odpuściła.






Od K: Pozostały tylko 4 rozdziały i epilog. A potem mam dla Was niespodziankę i nowe projekty. 

P.S. Nie cierpię tego bloggera, a edycja i formatowanie po prostu w html to istna udręka. Czy naprawdę nie mogło zostać po staremu?


Szablon